Kategorie: Wszystkie | Wyprawy rowerowe | wyprawy nierowerowe
RSS
sobota, 13 marca 2010

Dziś rano Wisłą do Warszawy przypłynął pan Marek Kamiński. Korzystając z okazji zobaczenia na własne oczy znanego polskiego podróżnika wsiadłem na rower i z aparatem fotograficznym zjawiłem się na Moście Gdańskim.

Marek Kamiński

Nie wiem czy Pan Marek podróżuje cały czas z obstawą - w końcu jest VIP-em. Dziś podczas spływu warszawskim odcinkiem Wisły towarzyszył mu ponton.

Pan Marek podczas swojej wiślanej ekspedycji prowadzi blog, na którym opisuje szczegóły swojej wyprawy. Znaleźć tam też można jego aktualne położenie.

Powodzenia Panie Marku!

poniedziałek, 08 marca 2010

Pierwszy raz o latającym rowerze przeczytałem we wczesnej młodości w popularnej niegdyś Encyklopedii Larouse'a. Teraz po latach ten temat znów mnie zafascynował. I trochę to trwało zanim udało mi się w internecie odnaleźć informacje dotyczące tej dziwnej konstrukcji opisanej w encyklopedii. W końcu po kilkunastu minutach poszukiwań - znalazłem. Gossamer Albatros zbudowany w drugiej połowie lat 70tych XX wieku był pierwszym pojazdem powietrznym, który dzięki sile ludzkich mięśni wzniósł się w powietrze. Osiągi mięśniolotu nie były oszałamiające - średnia prędkość przelotu wyniosła około 30 km/h , a średni pułap - 1,5 metra npm. Właśnie z takimi parametrami lotu 12 czerwca 1979 roku pokonał on trasę 35,8 km nad Kanałem La Manche.

Mięśniolot Gossamer Albatros to jedny pojazdem powietrzny, który dzięki sile ludzkich mięśni wzniósł się w powietrze , a jego lot był względnie niezależny od warunków zewnętrznych. W przeciwieństwie od lotni czy paralotni, pilot może kontrolować kierunek lotu. Start paralotni i lotni wymaga odpowiedniego ukształtowania terenu, a sam lot uzależniony jest o prądów powietrznych. Mięśniolot, w sprzyjających warunkach wietrznych, jest wolny od tych ograniczeń.

21:37, bajking
Link Komentarze (3) »
niedziela, 07 marca 2010

W sobotę

ze Stanem pojechaliśmy

na wycieczkę samochodową do Tarnowa nad Wisłą.

Chcieliśmy obejrzeć kaplicę Votum Aleksa ufundowaną

przez jednego pisarza mieszkającego w tamtych

okolicach. Konstrukcja kościoła

jest banalnie prosta

- budynek jest

jednym,

wielkim dachem

pokrytym gontem. Całość stoi na

płycie żelbetonowej, tuż nad wysokim brzegiem Wisły. O

kaplicy można przeczytać więcej tutaj.

 

 

W drodze powrotnej zjedliśmy w Górze Kalwarii

PIZZA 40 CM DRUGA ZA PÓŁ

CENY

 

PRZEJEŻDŻAJĄC przez POWSIN

 

WIELKI ZAMEK ZE STAWEM

 

PRYWATNY

 

WSTĘP WZBRONIONY ! ! !

obejrzeliśmy.

Pałac jest własnością jednego z najbogatszych Polaków pana Ryszarda Krauzego. W 2001 roku

magnat odkupił posiadłość od milionerki australijskiego pochodzenia pani Anny Hinckfuss.

Taka plotka w internecie krąży.

Odsyłam do blox'owego znawcy Powsina i okolic po szczegóły.

Fotki wszystkie od Stana pochodzą.

18:19, bajking
Link Komentarze (1) »
niedziela, 28 lutego 2010

W Warszawie od kilku lat odbywają co roku targi rowerowe. We wcześniejszych latach zawsze przerażała mnie cena biletów oscylująca wokół 30 zł. W tym roku bilety były dwukrotnie tańsze więc zdecydowałem się na odwiedzenie Hali EXPO.

Impreza okazała się całkiem przyjemnym przeżyciem. Miałem okazję poznać ofertę większości firm z rowerowego podwórka. Oczywiście większość prezentowanych rowerów to rowery mtb i cross country. Zadziwił mnie całkiem spory odsetek ostrych kół i single speedów. Nie brakowało również różnych koncepcji rowerów wspomaganych silnikami - elektrycznymi lub spalinowymi. Po latach znów do łask powracają rowery składane.

Poza krwistoczerwonym tandemem oraz rowerem śnieżnym brakowało mi rowerów alternatywnych. Na próżno wśród wystawców szukałem stoiska z moimi ulubionymi rowerami poziomymi. Śmiem twierdzić, że polskim producentom i importerom rowerów poziomych nie zależy zupełnie na promocji i sprzedaży swojego towaru. Myślę, że taka krótkowzroczność odbić się może dla nich głęboką czkawką bessy.

Zachęcam do wejścia na oficjalną stronę zakończonych dziś targów oraz obejrzenia galerii, w której umieściłem kilkanaście zdjęć z imprezy.

piątek, 26 lutego 2010

Nie jestem przeciwny motoryzacji. Bardzo lubię na przykład słuchać w radiu TOK FM audycji motoryzacyjnej panów Jacka Balkana i Sławka Paruszewskiego. Mam też swój własny samochód : struclałego Fiata Sienę. I bardzo lubię nim jeździć. Przydaje mi się głównie przy wyjazdach poza miasto, lecz czasem po prostu odpalam go i jadę w piątek wieczorem do sklepu. Jednak wcale nie potrafię pojąć dlaczego niektórzy ludzie, mieszkający i pracujący w Warszawie kupują sobie wielkie samochody terenowe. Jako socjolog potrafię sobie to wytłumaczyć - po prostu chcą zamanifestować swój status społeczny. No bo w imię jakiej innej wartości, decydują się na nieekonomiczne 10 czy 12 litrów benzyny na 100 km jazdy miejskiej ? No i do czego służy im napęd 4x4 na ciasnych ulicach Śródmieścia. Nie mówiąc już o nadmiernym zużyciu przepustowości stołecznych ulic.

Dziś, dostarczając rowerem paczkę z elektroniką , zrozumiałem. Bez dużych kół, wysokiego podwozia i napędu na drugą oś nie da się zaparkować tak jak kierowca na zdjęciu poniżej. Rozwiązałem kolejną miejską zagadkę.

-----

Ps.

Skoro zostałem wyróżniony obecnością na pierwszej stronie Gazety.pl postanowiłem ten fakt wykorzystać. W końcu pisanie dobrego bloga wymaga nie tylko umiejętności, lecz również materialnych podstaw egzystencji bloggera.

Szukam pracy w branży IT, badaniach społecznych lub mediach. Posiadam kilkuletnie doświadczenia jako analityk danych (MS Excell, SAP) oraz skończone studia socjologiczne. Chcesz wiedzieć więcej ? Skontaktuj się ze mną w celu otrzymania mojego CV.

20:46, bajking
Link Komentarze (15) »
piątek, 19 lutego 2010

Ze schroniska wyruszyłem o bardzo wczesnej godzinie 11.00. Z plecakiem na plecak i nartami biegowymi na nogach skierowałem się na południe. W plecaku, poza parą ciepłych wełnianych skarpet (na tzw. "wszelki wypadek"), niosłem termos z herbatą i czekoladę. Początkowo droga wiodła łagodnie pod górę.

 

 

Po przejściu około 2 km dotarłem do rozwidlenia. W prawo droga prowadziła do Polan, gdzie byłem kilka dni wcześniej. Ja skręciłem w lewo, gdzie rozpoczął się kilkukilometrowy zjazd do położonej przy szosie dukielskiej Tylawy. Dokuczały tylko porozrzucane po zaśnieżonej drodze małe okruchy węgla, które ułatwiać miały jazdę samochodom. Po wjechaniu na taki kawałek węgla, narty niebezpiecznie zwalniały lub nawet zatrzymywały się powodując moją utratę równowagi.

Po drodze do Tylawy w Mszanie natrafiłem na zabudowania dawnego PGR-u. Gospodarstwo przejęte zostało w latach 80'tych przez firmę IGLOOPOL znanej szerzej z produkcji win owocowych i Ptysi. W 1991 roku w atmosferze skandalu gospodarczo-politycznego firma przestała istnieć, a zakład w Mszanie trafił w ręce prywatnych właścicieli, rozpoczynając swoją drogę ku gospodarczej dekadencji. Obecnie zajmuje się hodowlą kóz, sprzedażą serów i zawalanie się...

Do szosy Dukielskiej dotarłem około 14tej. Zrobiłem zakupy w sklepie spożywczym i ruszyłem szukać dalszej drogi. W odległości kilkuset metrów od miejsca, w którym wyszedłem na szosę, odnalazłem nieźle zasypany szlak rowerowy. Z lekkim niepokojem przypiąłem narty i ruszyłem przez zaspy. Po kilkuset metrach zatrzymałem się w szczerym polu i sprawdziłem ilość śniegu, która jest pode mną. Kijki od nart całkiem wbiły się w biały puch. No ładnie - z metr śniegu pode mną - pomyślałem i dla kurażu łyknąłem sobie trochę zakupionej w sklepie wódki. Ruszyłem dalej.

Wyraźny jeszcze ślad narciarski sprzed kilku dni wskazywał właściwą drogę do Olchowca. Co chwila w śniegu widziałem ślady łap, których w żadnym stopniu nie potrafiłem zidentyfikować. "Gdy umysł śpi budzą się demony" - przypomniałem sobie obraz Francisco De Goyi i co chwila oglądałem się za siebie w poszukiwaniu wyimaginowanego niedźwiedzia.

 

Tymczasem szedłem w ciasnej dolinie potoku Wilszyna. Wokół ani żywego ducha, tylko góry i las. Po około 2 kilometrach po prawej stronie spostrzegłem dziwną budowlę. Był to pomnik postawiony w miejscu nieistniejącej już łemkowskiej wsi Smereczne, która została całkowicie wysiedlona w ramach akcji Wisła. Po chwili zadumy nad niewesołym losem Łemków ruszyłem dalej.

Droga stawała się coraz trudniejsza - robiło się coraz ciemniej, a ścieżka coraz bardziej stroma. W pewnym momencie postanowiłem zdjąć biegi - musiałem przebić się przez zaśnieżony zagajnik. Po wyjściu z niego na polanie w odległości 50 metrów spostrzegłem grupkę ludzi. Początkowo myślałem, że to kolonia dzieci. Sylwetki wpatrywały się we mnie, jak z powrotem zakładałem narty. Musiał to być widok nader śmieszny, gdyż zapadnięty po kolana w śnieg, próbowałem nieudolnie wpiąć się w wiązania nart. Gdy zbliżyłem się do grupy spostrzegłem, że bardziej podobni są do studentów niż gimnazjalistów. Okazało się, że miałem rację. Byli to studenci politechniki stacjonujący w nieodległej chatce studenckiej Ropianka. Kilka minut porozmawiałem z jedną z dziewczyn, pożegnałem się i ruszyłem dalej. Była godzina 16ta. W dolinie zapadał zmrok. W narastającej obawie przed dzikimi zwierzętami przyśpieszyłem tempo marszu. Chociaż droga zaczęła prowadzić łagodnie w dół, śniegu było na tyle dużo, że wszelki zjazd był wykluczony. Narty solidnie zapadały się pod moim stukilogramowym ciężarem. Po kilku kilometrach zobaczyłem w końcu żółtawą łunę miasteczka. Tuż przed Olchowcem, jakieś 50 metrów przede mną drogę przebiegło coś czarnego. Za małe jak na niedźwiedzia - pomyślałem - może wilk. Pohukując w las, aby przepłoszyć to coś, wszedłem na zamieszkany teren. Było już całkiem ciemno. Przy przystanku PKS-u zdjąłem biegówki i dalej ruszyłem pieszo. Liczyłem po cichu na złapanie stopa, który dowiezie mnie do Chyrowej, jednak jak na złość nic nie jechało. W lekkim napięciu ruszyłem dalej w ciemność. Co chwila dodając sobie wigoru pohukiwałem, albo śpiewałem piosenki turystyczne. Do Chyrowej dotarłem o 19tej. Wprost na obiad.

Na prośbę nowego czytelnika mojego bloga, wstawiam mapkę wycieczki.


Pokaż Hyrowa - Tylawa - Smereczne - Olchowiec - Hyrowa na większej mapie

 

17:53, bajking
Link Komentarze (5) »
sobota, 13 lutego 2010

 

Znów jestem w Beskidzie Niskim. Tym razem w Chyrowej. Dziś wybrałem się na wycieczkę narciarską do Olchowca. Na nartach biegowych nie jeździłem od dwóch lat więc wędrówkę rozpoczynałem z lekką niepewnością. Jednak już po kilkunastu krokach zrozumiałem, że jazdy na nartach biegowych, podobnie jak jazdy na rowerze się nie zapomina. Tylko te cholerne zjazdy. Szedłem pokrytą śniegiem drogą. Dwukrotnie minął mnie kulig.

Do Olchowca droga prowadziła cały czas pod górę. Cały czas miałem zapięte biegówki, tylko na naprawdę ostrych zjazdach zdejmowałem narty, aby nie narazić się na bolesny upadek przy dużej prędkości. Niestety jeszcze nie umiem skutecznie hamować, ani skręcać.

W Olchowcu, zdecydowałem że nie będę wracał tą samą drogą do Chyrowej. Postanowiłem ruszyć do Polan. Droga wzdłuż rzeczki Wisznia była solidnie zaśnieżona, na szczęście warstwa śniegu została również porządnie ubita przez traktor lub inny pojazd na wielkim bieżniku. Po drodze spotkałem grupkę turystów na biegówkach co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie tylko ja jestem wariatem na nartach biegowych.

 

 

Z tą pozytywną myślą dotarłem do Polan pokonując po drodze Wisznię, która po prostu przepływała sobie przez drogę. Była godzina 15:00 więc postanowiłem wracać do domu. Drogę powrotną znałem z mojej wyprawy rowerowej po Beskidzie Niskim. Wiedziałem że czeka mnie teraz nie lada wspinaczka. Dla doświadczonego rowerzysty to pryszcz jednak dla żółtodzioba na biegówkach – szczyt umiejętności. Przed podjęciem tego wyzwania sfotografowałem cerkiew w Polanach.

 

Droga powrotna była ciężka. Nie dość, że droga prowadziła cały czas w górę, to śnieg na niej był rozjeżdżony co wykluczało jazdę na nartach. Odwiedziłem przy okazji wiatę Koła Łowieckiego Zacisze, która dwa lata wcześniej dała mi schronienie przed deszczem i pozwoliła wysuszyć mokre ubranie nad ogniem. Tym razem natknąłem się w niej na miły prezent. Butelkę wódki i kieliszek. Nie skorzystałem.

 

Więcej zdjęć w galerii.

 

 

sobota, 06 lutego 2010

Korzystając z ładnej pogody i swojego stanu bezrobotnego postanowiłem wyjść na rower. Pojechałem na Kamionek obejrzeć ruiny toru kolarskiego. Tak, tak, tor kolarski na prawym brzegu Wisły, to nie żart.

Obiekt sportowy  RKS „Orzeł” został otwarty 6 maja 1972 roku przy ulicy Podskarbińskiej 11. Był to obiekt nowoczesny, nawet w skali europejskiej. W skład całego kompleksu wchodził betonowy tor kolarski, hotel z zapleczem gastronomicznym, dwie sale sportowe, siłownia, sauna i gabinety odnowy biologicznej oraz ambulatorium lekarskie.

Tor został nazwany „Nowe Dynasy” stając się spadkobiercą tradycji pierwszego w Polsce toru kolarskiego „Dynasy”, który prężnie działał i rozwijał się w pierwszym trzydziestoleciu XX wieku przy ulicy Oboźnej. W 1937 roku „Dynasy” zlikwidowano w związku z wymówieniem dzierżawy terenu.  Ziemia obok ścisłego Śródmieścia okazała się zbyt cenna, aby pozostawiać ją w rękach działaczy Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów – najemcy gruntu i budowniczych obiektu. Aż do końca lat 60tych Warszawa pozostawała bez toru kolarskiego.

Powojenna reaktywacja kolarstwa torowego była trudna. Władze Polskiego Związku Kolarskiego chętniej promowały rozwój kolarstwa szosowego z Wyścigiem Pokoju na czele. Złośliwi twierdzili wręcz, że w Polsce jeden kolarz torowy przypada na … jeden tor. Dopiero z początkiem lat 60 tych nastąpiła zmiana.  Odnową kolarstwa torowego  okazał się wspaniały sprinter Zbysław Zając, dzięki którego zwycięstwom nad Wisłę zjeżdżać zaczęli najlepsi zawodnicy torowi świata. Był lider, brakowało toru.

„To już nie żaden dowcip, ani obietnica bez pokrycia. Warszawa będzie miała tor kolarski” Ojcem tego przedsięwzięcia stał się Janusz Strzałkowski – przewodniczący zespołu torowego PZKol. Projektantem nowego warszawskiego toru został Janusz Antonii Kalbarczyk. Budowa trwała trzy lata – kilkakrotnie dłużej niż wybudowany w ciągu kilku miesięcy protoplasta przy ulicy Oboźnej.

W otwarciu obiektu 6 maja 1972 roku uczestniczyło mnóstwo gapiów. Uroczystego przecięcia wstęgi dokonał Janusz Strzałkowski wraz z gwiazdami kolarstwa torowego z Januszem Kierszowskim na czele (drugi z lewej).

 „Tor stanowił podstawę wieloletnich sukcesów sekcji kolarskiej, której czołowymi zawodnikami byli: Konrad Czajkowski (uczestnik IO w Sydney), Mirosław Jurek, Szymon Kornacki i Tomasz Zawistowski. Na „Nowych Dynasach” odbywały się prestiżowe imprezy kolarskie: Mistrzostwa Europy Juniorów (1974), Wielka Nagroda Polski oraz kilkakrotnie Mistrzostwa Polski.”

Mistrzostwa Europy Juniorów - 1974

Przy Podskarbińskiej witani również byli medaliści Mistrzostw Świata. Jak to przyjemnie przejechać się w końcu na rodzimych Wigrach zostawiając w garażu niewygodne rowery szosowe. Od lewej : Kowalski, Szurkowski i Kierszkowski.

Powitanie Medalistów Mistrzostw Świata w Montrealu - 1974 r.

Jako ciekawostkę można dodać, że klub RKS Orzeł wraz z torem kolarskim zagrał rolę klubu sportowego "Tęcza" w filmie Barei "Miś". Tutaj to swoje intrygi knuł Ryszard Ochódzki, a do szafy śpiewał i recytował "(...) Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!".

Dziś to wszystko stoi w ruinie.  „W trudnych latach kryzysu gospodarczego i  transformacji społeczno-politycznej władze Polskiego Związku Kolarskiego, podobnie jak i inne instytucje  zapomniały o torze kolarskim „Orła”. Władze PZKOL tłumaczyły ten stan rzeczy zmianą systemu przygotowań na świecie –  zawody torowe zaczęły odbywać się na zamkniętych, drewnianych torach, podczas gdy w Polsce jedynie tor w Szczecinie częściowo spełniał warunki nowoczesnego, zadaszonego obiektu. W rzeczywistości PZKOL nie traktował kolarstwa torowego jako swoistego uniwersytetu kolarskiego i gross pieniędzy przeznaczał na kolarstwo szosowe.

Obiekt zarastał i w końcu został wyłączony z eksploatacji w 1995 roku. Dziś tylko straszy betonową pustynią, krzakami na trybunach i walającymi się butelkami po piwie. 4 lutego 2010 to wszystko przykrył śnieg, jednak każdy może na własne oczy przekonać się o tym odwiedzając "Nowe Dynasy" za kilka miesięcy.

Nowe Dynasy - stan obecny

Więcej fotografii w galerii.

Bibliografia:

1. Bogdan Tuszyński, Złota księga kolarstwa polskiego, BGW, Warszawa 1995 r.

2. Bogdan Tuszyński, Od Dynasów do Szurkowskiego, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1986 r.

3. Bogdan Tuszyński, 100 lat Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, 100 lat kolarstwa polskiego, Wydawnictwo Okolicznościowe Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, Warszawa 1986 r.

4. http://www.warszawa.pl/Sport/Historia_sportu/267,,0,1,0,0-Historia.html

5. http://www.pkol.pl/pl/subpages/displayfid/294_2116.html

6.http://www.ksorzel.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=1&Itemid=5

7. http://pl.wikiquote.org/wiki/Miś

8. http://www.tvnwarszawa.pl/0,1602396,wiadomosc.html

poniedziałek, 18 stycznia 2010

- Jeszcze jednego?

- Tak, chętnie

Chatkowicz wyciągnął do mnie paczkę fajek. Był wieczór. Płatki śniegu pokrywały Beskid Niski biała pierzyną.

- No, te góry są pełne skarbów. Minęło sześćdziesiąt lat, a tutaj w lasach wciąż można ciekawe fanty.

- Jakie fanty?

- Karabiny, łuski po nabojach, kawałki umundurowania, odznaczenia żołnierskie. Niejeden już tutaj stracił rękę przy próbie wyciągnięcia z ziemi miny przeciwpiechotnej.

- Ciekawe...

- Tak, na kursie przewodnickim słyszałem, że czasem trafia się prawdziwy łup. Hełm z czaszką w środku. Z jedną dziurą na wylot..

 

Beskid Niski. Góry skrywają w sobie nie tylko dzikie piękno, nie przekształconą przez człowieka przyrodę. Mają też drugą stronę. O wiele bardziej dramatyczną.

W 1944 roku wojna miała się już ku końcowi. Armia niemiecka pod naporem sił Armi Czerwonej rozpoczęła ucieczkę spod Staliningradu. W Polsce trwała już akcja Burza. Kolejne ziemie Europy Zachodniej i południowej przechodziły do rąk aliantów. Wojska radzieckie rozpoczynały swoją ofensywę na zachód.

Ta ekspansja militarno-ideologicznej komunizmu nie ominęła Dukielszczyzny. O ile we wcześniejszych latach znaczenie militarne tego terenu ograniczało się do szlaku przerzutowego kurierów AK(wiodącego przez nieistniejącą już wieś Jasiel), teraz dowództwo Armi Czerwonej dostrzegło w nim bramę do Czechosłowacji, gdzie trwało właśnie powstanie narodowe skierowane przeciwko hitlerowcom.

Decyzję szturmu podjął marszałek Armii Czerwonej Iwan Stiepanowicz Koniew, dowódcę I Frontu Ukraińskiego, wcześniej biorący udział w bitwie pancernej na Łuku Kurskim. W operacji zdobycia Przełęczy Dukielskiej udział wzięły po stronie sowieckiej 38 Armia gen Kiryla Moskalenki oraz I Czechosłowacki Korpus Armijny (odpowiednik polskiej Armii Ludowej). Strona radziecka dysponowała  100 tysiącami żołnierzy, 1700 dział i setką czołgów.

Plan przewidywał atak wzdłuż szosy dukielskiej  jednakże wyczerpana i nieprzygotowana do walk w terenie górskim 38 Armia dopiero po 3 dniach ciężkich walk zdołała dotrzeć do szosy w rejonie Łysej Góry. W tym czasie oddziały I Czechosłowackiego Korpusu zdobyły górujące nad Duklą Wzgórze Franków. Wzgórze jeszcze kilkakrotnie zmieniało swojego właściciela – Niemcy za wszelką cenę starali się utrzymać ten strategiczny punkt. Obecnie na wzgórzu wznosi się pomnik postawiony ku czci poległych żołnierzy Korpusu. Ten epizod bitwy przetrwało jedynie 7 żołnierzy słowackich.

cdn...
22:56, bajking
Link Komentarze (1) »
piątek, 01 stycznia 2010
Niektórzy odprawiają sylwestra w domach. Inni wybierają się na miejskie spędy gdzie w zimnie i przy dziękach muzyki z playbacku świętują nowy rok. Ja postanowiłem wyjechać w góry. Droga była trudna. 

Tuż za Kołbielą samochód jadący przed nami wpadł w poślizg i wylądował w zaśnieżonym rowem. Szczęśliwie kierowca i pasażer wyszli bez szwanku. Za Lublinem w rowie zobaczyliśmy wydachowany samochód. Kilkadziesiąt kilometrów dalej wpadnięta w poślizg ciężarówka zatarasowała drogę i musieliśmy organizować objazd. 

W Dukli byliśmy o 2100. Ludzie w chatce studenckiej Teodorówka przywitali nas wódką i tańcem. Po spożyciu procentów i poznaniu uczestników odczekaliśmy do Sylwestra. O 2400 nad Duklą rozbłysły petardy i fajerwerki. Wszyscy zgromadziliśmy się przed chatką i powitaliśmy 2010 rok. Rok,  w którym każdy z nas marzy o sukcesie, nowych doświadczenia i nowych pieniądzach. 

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku !!!


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Marzec 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
TopLista - Wyprawy Rowerowe