Blog > Komentarze do wpisu

Kotlina Kłodzka na rowerze

Oj, ileż to ja rzeczy wiszę różnym ludziom! No dobra, nie aż tak dużo. W każdym razie na pewno wiszę wpis o ostatniej wycieczce rowerowej. I mnie to kłuje w serce jak tylko o tym pomyślę. Mijają kolejne miesiące, a ja nic. Odkładam i odkładam.


Pokaż Kotlina Kłodzka na rowerze na większej mapie

W lipcu, miesiąc po ślubie (tak, tak, po ślubie) wybrałem się z małżonką w kierunku Wrocławia. Do BMW zapakowaliśmy dwa rowery i trochę sprzętu. Sam nie wiem jak to się wszystko pomieściło w kompakcie, ale daliśmy jakoś radę. Po pięciu godzinach podróży wylądowaliśmy w mieście czterystu mostów. Był już późny wieczór, precyzyjnie: północ.  Przenocowaliśmy u mojego krewnego na Biskupinie.

O poranku wypakowaliśmy rowery, przytroczyliśmy sakwy i ruszyliśmy. Pierwszy przystanek to oczywiście sklep rowerowy i zakup kilku przydatnych drobiazgów jak dętki. Gość przede mną kupował siodełko Brooksa z niezliczoną ilością sprężyn. Kosztowało jakieś 2 mln złotych. Mimo to napaliłem się na nie. Do tego stopnia, że jeszcze go nie kupiłem.

Na początku oczywiście przymusowy przejazd mostem grunwaldzkim, a potem przymusowy McDonald na Rynku.  Pierwszy z dwóch tego dnia.

Było naprawdę gorąco. Wystarczyło oddychać żeby się solidnie spocić, a co dopiero pedałować. W takiej sytuacji trzeba podobno dużo pić. Chociaż to wydaje się bezsensowne - no bo jak się dużo pije to się dużo poci. A jak się nie pije to się nie poci.  A lepiej się nie pocić niż pocić. Logiczne, nie?

 

Posiedzieliśmy trochę na Rynku i poobserwowaliśmy strażników miejskich wlepiających mandaty za jazdę na rowerze. Nie wiem co za idiota wymyślił tak idiotyczny przepis. Zapewne prezydent albo premier Wrocławia. Jeden z nich na pewno. Wiem, bo idiotów nie sieją. Idiotów wybierają.

Posileni i wysikani ruszyliśmy w skwarze i znoju, aby tylko opuścić to dziwne miasto, które kojarzy mi się z kłódkami, zakazem jazdy rowerem, burdami kiboli ze Śląska Wrocław, fryzjerem i innymi zaskakującymi zjawiskami. Miasto takie ach i och, innowacje, postęp. A jednak wyczuwam słomę z butów i Dyzmę.  Wolę już wschodnią ścianę - tam jest słoma z butów, ale nikt nie próbuje udawać że jest inaczej.

Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na Bielanach (lesie bielańskim ?) w supermarkecie około A444. Zakupy były niezłym pretekstem do ochłody w klimatyzowanej hali. No i kupiłem fajne klapki i czapkę.

W końcu wyruszyliśmy w stronę gór. Niestety pierwsze 20 km jechaliśmy trasą numer 8. Chociaż była to sobota to ruch był poniedziałkowo-piątkowy. Do tego upał lejący się z nieba i dolnośląskie stojące powietrze.  W końcu na jednym z postojów postanowiliśmy pierwszym możliwym zjazdem znaleźć alternatywną drogę. Za Jordanowem Śląskim skręciliśmy w kierunku Ślęży. Droga wiodła tuż u wybrzeży góry. Ślęża to w ogóle bardzo fajna góra która wyrasta z płaskiego krajobrazu płaskowyżu dolno wrocławskiego niczym kaktus z piasków pustyni.

Alternatywna wiodła przez małoznaczące wioski, w których najistotniejszym wspólnym mianownikiem były stare stodoły przerobione na domy. Wygląda to na sui generis kompleks stodolniano -mieszkaniowo-gospodarczy, którego wszystkie elementy zlane są w jedną foremną bryłę. Bardzo przyjemna konstrukcja. Sui generis.

Chciałem pierwszego dnia dojechać, aż do Radkowa. Jednak upał i pierwszy dzień wycieczki i marzenie prysło jeszcze wiele kilometrów przed półmetkiem. Dzień pierwszy skończyliśmy w Dzierżoniowie, po przejechaniu 70 km. Nocleg zarezerwowaliśmy przez Internet. Pokój z łazienką w domku jednorodzinnym pochłonął 80 złotych. Zza łóżka śmierdziało padliną.

Dzień drugi nie był już tak upalny. Za to kilka km za Dzierżoniowej rozpoczęła sie wspinaczka pod masyw Gór Sowich. Początkowo wszystko szło fajnie, delikatny podjazd i las. Cień był naprawdę kojący. Kiedy droga zaczęła się wić, a nachylenie zwiększać zeszliśmy z rowerów i zaczeliśmy je prowadzić.

W ogóle prowadzenie rowerów pod górę jest tematem na odrębne opowiadanie. Ja w swoim życiu prowadziłem rower już kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt razy) Za każdym razem był on dodatkowo obciążony sakwami co wcale nie ułatwiało zadania. Technik prowadzenia jest bardzo dużo - można robić to wolno, można szybko, nachwytem lub podchwytem, ciągiem albo pychem, za kierownicę , siodło albo bagażnik. W zasadzie ilu rowerzystów tyle sposobów. Może znajdzie się kiedyś ktoś na tyle odważny, aby opisać problem prowadzenia roweru w trudnych warunkach terenowych.

Moja żona strasznie była zła że tak ciągniemy te rowery. No ale co ja mogłem poradzić. Nie zrobię ani chłodniej, ani lżej. Mogę co najwyżej zatrzymywać się na odpoczynek co kilka minut. W końcu po godzinie wdrapaliśmy się na najwyższy punkt. Był tam parking leśny, usiedliśmy na dłuższy odpoczynek. Byliśmy tak zmęczeni, że zupełnie zapomniałem że znajdujemy się na górze w której hitlerowcy  stworzyli system podziemnych sztolni. Owiany tajemnicą kompleks Riese jeszcze wiele lat po wojnie rozgrzewa umysły poszukiwaczy skarbów i fantastów. Ciekawe, naoglądałem się na YT filmów o tym obiekcie, przewertowałem sporo stron o nim, a jak tu jestem w zupełnym pobliżu to mam ochotę tylko na coca-colę i zimny prysznic. Cały urok wypraw rowerowych.

Do Nowej Rudy już się nie męczyliśmy - kilka kilometrów zjazdu. W mieście zjedliśmy na ławeczce przy domu kultury, po czym ruszyliśmy dalej.  Udało nam się odnaleźć przypadkiem rynek na którym zjedliśmy lody z Zielonej Żabki. Konsumując przysłuchiwaliśmy się dyskusji dwóch dresiarzy.

- No co Ty robisz takie numery!?

- No kurwa, jakie?

- Dzwonię do Ciebie, telefonuje, a Ty telefonu nie odbierasz. A ja dzwonię przecież.

- Bateria mi padła. Poszedłem tam pod blok, miałeś być przecież.

- No jak kurwa! Ja dzownię, telefonuję przecież! Wiesz co, masz, jebnij se cole. Upał taki, no na zgode jebnij.

Kolega sobie jebnął colę, a my z Alicją jebneliśmy w pedały, żeby nie jebnąć ze śmiechu.

Do Radkowa dojechaliśmy bez komplikacji. No może poza jednym podjazdem/podejściem w Tłumaczowie. Pierwszy raz w życiu prowadziłem pod górę dwa rowery.

Nocleg w Radkowie zarezerwowaliśmy w gustownej XIX wiecznej kamienicy na rynku. Apartament - z wysokim sufitem - 120 zł. Rowery na półpiętrze. Było przyjemnie chłodno, choć bez klimy.

No i tak dzień po dniu zbliżaliśmy się do Kudowy Zdrój. Tuż za Radkowem rozpoczął się podjazd pod centralny masyw Gór Stołowych. Urocze serpentyny zanurzone w bukowym lesie (strzelam że bukowym, dla mnie drzewo to drzewo, ale buki zawsze kojarzyły się z górami) zostały przez kogoś mądrego nazwane drogą stu zakrętów. Kilka miesięcy wcześniej zobaczyłem tą trasę w jakimś programie motoryzacyjnym i strasznie chciałem nią przejechać na rowery. Udało się.

Po drodze zatrzymaliśmy się na fotkę u stóp Szczelińca Wielkiego. Korzystając z okazji krótkiego odcinka postanowiliśmy  również wejść na Błędne Skały. Rowery zostawiliśmy na parkingu. Błędne skały są obłędne. Opisywać ich nie będę. Niech zajmie się tym Pascal wraz z Okrasą.

W Kudowie zatrzymaliśmy się w hotelu o wdzięcznej nazwie Buenos Aires. Ceny przyzwoite, obsługa bardzo miła. Śniadanie bardzo smaczne. Po rozpakowaniu bagażu  i prysznicu poszliśmy na miasto. Były wody zdrojowe, piwo i kilka innych atrakcji m.in. bankomat. Wieczorem mieliśmy burzę.

Jak się jest w Kudowie to powinno się obejrzeć kaplicę czaszek. I myśmy tak zrobili kolejnego dnia. Miejsce robi wrażenie ze względu na czaszki i kości. Wejścia są organizowane kiedy zbierze się grupa i kosztują około 10 zł. Wewnątrz jest ciasno i bywa że duszno. Ale to tylko potęguje efekt.

 

Od kilku dni zmagałem się z erozją opony. Tylna opona przetarła się tak, że było widać dętkę. Zakleiłem oponę taśmą klejącą, ale ta przecierała się nawet szybciej niż opona. Poza tym taśma utrudniała hamowanie. W Kudowie w sklepie technicznym na wystawie zobaczyłem oponę rowerową. Zaszedłem i kupiłem ją za 30 zł. Taniocha.

Nie chcieliśmy jechać drogą krajową więc kilka kilometrów za Kudową skręcilismy w alternatywę. Wymagała od nas sporej wytrwałości nie dość że prowadziła pod górę to jeszcze w czasie jazdy zaczęło padać. Podjazd nie był na szczęście jakiś bardzo stromy, do tego dobry asfalt i zabudowana okolica. Problemem były natomiast duże pojazdy które co pewien czas przewoziły jakiś ciężki ładunek to na górę to na dół. Chuj wie po co, ale jeździły.

 

W Dusznikach Zdrój spędziliśmy około godziny. Nad Bystrzycą Kłodzką usiedliśmy na ławce i zjedliśmy pyszny obiad. Jogurt, bułka, półlitrowa pepsi w puszce(!) i kilka innych smakołyków kupiłem w Żabie oddalonej o 100 metrów od ławki. Tym razem żona nie napisała mi kartki co kupić - konsultacje prowadziłem przez walkie-talkie.

Kierowaliśmy się do Bystrzycy Kłodzkiej. Pod drodze rozmyślałem o sensie blogowania. No bo tak - nikt za to nie płaci, a roboty duży. Muszą być zdjęcia, trzeba pamiętać trasę wycieczki, pamiętać co się ciekawego wydarzyło po drodze, jak ktoś bardziej ambitny to i przewodniki przeczytać trzeba żeby później opisać miejsca w których się było. O ile zdjęcia czasem się robi to czytanie przewodników, historii odwiedzanych rejonów to nie jest zajęcie, które mnie pasjonuje. Ja chce po prostu przejechać jakąś trasę, zmierzyć się z niedogodnościami i porozkoszować czasem spędzonym poza wielkim miastem. Lubię też poczuć, że poza Warszawą jest życie. Natomiast nie czuję się na opisywanie tych miejsc, przeżyć, warunków. Napisanie jednego kiepskiego zdania zajmuje mi zazwyczaj 5 minut. 5 minut! I to nie jest nic szczególnie wysublimowanego, ot, strumień świadomości. Jak staram się zrobić coś bardziej w stylu Pascala-Okrasy to wychodzi to zupełnie niezjadliwe. Sztuczne jak burgery w Maku.

Z drogi do Bystrzycy mogę polecić alternatywę ósemki oraz trasę Szczytna - Polanica. Pierwsza z nich to stara droga główna położona kilkadziesiąt metrów nad drogą krajową. Rozciąga się z niej wspaniały widok. Nie jest długa - jakieś 5 km - za to zupełnie pusta. W Szczytnie trzeba przekroczyć morderczą ósemkę i podążać na południe drogą wzdłuż torów kolejowych i rzeki. Po kilkunastu minutach wyjeżdża się z miasta i czeka nas długi, bukowy zjazd do Polanicy. W szumie bystrej wody. Bardzo przyjemna trasa rowerowa.

Z Polanicy niczym szczególnym dojechaliśmy do naszego noclegu w Bystrzycy Kłodzkiej. Droga 388 raczej luźna i raczej w dół. Po lewej stronie masyw Gór Bystrzyckich. Po prawej - rozległy rzut na Kotlinę Kłodzką, w dali Masyw Śnieżnika. Ot, ładny pocztówkowy widoczek. Zainspirował nas jedynie nietypowy diler trawy.

Bystrzyca Kłodzka to piękne, stare miasto. Otoczone blokowiskami. Tak stare, że natknęliśmy się nawet na ancient neon EB. Nasz hotel nazywał się Abis. Nie wiem czy  to miało być nawiązaniem do znanej i lubianej sieciówki IBIS. W każdym razie komfort był zupełny i wystarczający. Cena trochę zbyt, ale śniadanie baaardzo smaczne (tak twierdzi moja małżonka, ja nie pamiętam żebyśmy mieli śniadanie tam)

Po rozpakowaniu się ruszyliśmy na rynek. Trasa była daleka - jakieś 20 minut spaceru. Po drodze złapaliśmy ogon w postaci dwóch meneli, którzy towarzyszyli nam do samego starego miasta. Trochę  spanikowałem, choć zupełnie nie miałem powodu. To jednak wystarczyło, żeby nie nasycić się widokiem starego miasta, gdzieniegdzie przypominającego warszawską Pragę Płn. Następnym razem zabijemy ogon i zajdziemy do zrewolucjonizowanej przez MG restauracji na rynku.

No i cóż. Ostatni dzień wycieczki. Obudziliśmy się, spakowaliśmy, ruszyliśmy na północ. Bardzo daleko , 130 km przed nami stało moje BMW. Jazda po kotlinie była przyjemna, Kłodzko bardzo ładne. Polecamy piękny most Karola. Pominęliśmy zwiedzenie twierdzy kłodzkiej. Następnym razem nie omieszkamy.

Kolejnym ciekawym punktem w drodze do Wrocławia był Stolec. Wcale nie chodzi o produkt aktywności biologicznej, tylko o wieś w powiecie ząbkowickim z przepięknym, romańskim kościołem (romański mi się najbardziej podobał zawsze) oraz zespołem pałacowym. Również warto zatrzymać się w kiosku wielobranżowym w górze wioski. Spytać - każdy powie gdzie.

Zupełnie nic ciekawego się nie działo po drodze. Czasem padał deszczyk, częściej świeciło słoneczko. Za Stolcem teren się zaczął powoli wyrównywać, przekształcając w płaskowyż strzelińsko-wrocławski. Dzięki temu udało nam się dotrzec przed wieczoremdo Wrocławia. Jako że nie chciałem zawracać głowy mojemu kuzynostwu i prosić się o kolejny nocleg postanowiliśmy zanocować w budżetowym IBISie. Zaskoczeniem było połączenie pokoju z łazienką. Czyżby brak ścianki działowej miało być low costem? Nigdy nie skumam tych speców od marketingu.

Z rana wyruszyliśmy na wrocławską wyspę biskupią. Odebraliśmy samochód, naładowaliśmy akumulator - jakis kretyn zostawił włączony wentylator, pożegnaliśmy się z Dumaniami i ruszyliśmy do stolicy. Jazda zajęła około 6 tygodni i wyzerowała bak paliwa.

W ramach ciekawostki  wydaliśmy około 1300 zł i przejechaliśmy niewiele ponad 300 km. Poniższa tabelka przedstawia więcej szczegółów dla zainteresowanych. Nocowanie w hotelach, pensjonatach  i cimer frajach jest fajne choć niekiedy kosztowne. Zaleta - prysznic, wygodne łóżko, wrażenie bycia normalnym turystą podczas gdy tak nie jest. Jest się lepszym.

  Trasa (km) Cena noclegu (zł)
Dzień 1 70 80
Dzień 2 45 120
Dzień 3 22 140
Dzień 4 45 160
Dzień 5 136 100
 Total 318 600

 

 

Za kilka godzin północ 31 grudnia 2013 roku. Nie zwykłem składać życzeń noworocznych. Jednak chciałbym Wam życzyć, żeby w 2014 roku blog narowerze.blox.pl ukradł Wam wiele dni z życia i zainspirował niejednokrotnie.  Autorowi życzę wielu sukcesów w pracy zawodowej, wielu sukcesów w życiu prywatnym, pociechy z dzieci oraz przyrostu masy mięśniowej. I żeby w końcu wziął się do roboty i zaliczył pierwszy rok studiów informatycznych.

Udanej zabawy sylwestrowej!



wtorek, 31 grudnia 2013, bajking

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: , *.internetdsl.tpnet.pl
2014/01/07 11:58:37
Bardzo dobry wpis! Widać w nim dojrzałość przejawiającą się przez autorefleksję. Styl świetny. Wycieczka zacna.
-
Gość: , 190.235.9.*
2014/01/10 15:39:40
Ech ta padlina. Nigdy nie wysprzątają za łóżkami ;)
-
2014/01/18 01:24:24
Fajnie tak zimą powspominać ładną pogodę :)
-
2014/01/21 14:24:12
Ciesze sie ze sie podoba
-
2014/06/23 12:24:17
Robię porządki w blogrollach i wtem przypomniałam sobie o starym internetowym znajomych, u którego chyba wieki nie byłam na blogu. Jeździcie jeszcze? Czy produkujecie nowych cyklistów? ;P
-
Gość: radek, *.warszawa.vectranet.pl
2014/06/24 12:40:37
Hey! Jezdzimy czasem choć juz bardziej turystycznie niż po mieście. Tzn raz dwa razy w roku kilkudniowy wyjazd na rower. Nocleg w hotelu /sorry ale ja lubię ekskluzywne warunki/ i jazda 70-100 dziennie. Co do bloga to nie chce mi się go prowadzic. Praca, studia /info studiuje obecnie/, dom. Staram się jednak kilka razy w roku cos napisac. Teraz mam opowieść sprzed miesiąca jak byliśmy z zona na mazurach na rowerach. Ale pewnie będę to pisał z tydzień
-
2014/07/21 15:39:50
Moim miejscem zamieszkania jest Wrocław Pozycjonowanie stron niestety mnie tak pochłania, że nie mogę teraz pojechac na wycieczkę, ale bardzo żałuję bo tamte tereny są bardzo ładne.
-
2014/08/21 15:26:24
Super. Aż samemu chce się wsiąść na rower i przejechać jakaś dłuższą trasę. Dla zdrowia i wrażeń estetycznych, bo widoków akurat w naszym kraju nie brakuje! pozdrawiam
-
2014/08/31 17:19:18
Zamierzam kupić używkę. Moje oko przykuł ten model: www.centrumrowerowe.pl/rowery/trekkingowe/p,rower-trans-arctica-grafitowo-czarny-mat-kross,369592.html Tylko sprawa polega na tym, że nie jestem na bieżąco z rowerową technologią więc co o tym sądzicie ?
-
Gość: Kalina, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/10/08 11:18:06
bardzo fajny pomysł, ja zwiedziłam tę okolicę pieszo, ale chętnie również wybrałabym się tam na wycieczkę rowerową :)
<a href="www.prestigo.pl/>prestigo.pl</a>
-
2014/10/16 08:26:21
super sprawa! świetna okolica, pozdrawiam :)
-
2014/10/22 15:43:31
świetna wyprawa :)
-
2014/10/30 11:24:23
Kotlina Kłodzka to według mnie jedno z ciekawszych miejsc w Polsce :) pozdrawiam
-
2014/12/05 14:56:35
pozdrawiam :) fajna wycieczka
-
2014/12/09 14:20:22
pozdrawiam! :)
-
2014/12/19 10:28:43
świetna relacja
-
2014/12/29 13:56:58
genialna opcja na wiosne !! :)
-
Gość: bodens, *.play-internet.pl
2015/01/19 13:39:09
No popatrz. Planuję zrobić to w tym roku choć nieco inną trasą. W czerwcu.opowiem to być może tak fajnym językiem jak Twój. Pozdrawiam
-
2015/01/28 11:02:06
zazdroszczę wyprawy!! :)
-
2015/03/29 14:57:06
Świetna relacja, aż się miło czytało, a szczególnie oglądało zdjęcia. Pozdrawiam :)
-
2015/04/01 11:32:20
Fajna pasja
-
2015/04/07 10:03:36
Super sprawa i piękne zdjęcia:)
-
2015/04/07 11:24:31
Super, to kiedy kolejny wpis?
-
2015/04/20 10:46:01
Dzisiaj kupuje rower :)
-
2015/04/20 10:46:37
Haaa inspiracja, kiedy kolejny wpis? :)
-
2015/04/21 12:22:56
Nie mam natchnienia juz ani w pisaniu, ani w jezdzie. Wypalilem sie.
-
2015/05/19 11:11:00
Świetny artykuł! :)
-
2015/05/19 11:34:52
Fajny artykuł i fotki ;)
-
2015/05/20 10:54:48
Po ostatniej kontuzji nie mogę się zebrać w sobie żeby wrócić do jazdy... brak mi motywacji...
-
2015/07/20 08:08:16
Superr ;)
-
2015/07/20 13:24:51
Super zdjęcia!
-
2015/09/14 14:59:14
Fajny wpis :)
-
2015/09/16 10:27:30
Fajny wpis :)
-
2015/10/07 13:58:26
Bardzo ładne zdjęcia, szkoda że nie ma nowych wpisów!
-
2015/10/12 09:22:15
Fajny wpis! :)
-
2015/11/20 10:31:56
Rewelacyjna wycieczka
-
2015/11/20 13:16:45
Rewelacja
-
2015/11/23 08:14:17
Rewelacja!
-
2015/11/23 08:48:47
Rewelacja!
-
2015/11/23 10:09:49
Rewelacja
-
2016/03/09 09:20:14
Super zdjęcia! Poza tym bardzo fajnie piszesz, już nie przesadzaj :)
-
2016/04/07 11:33:02
Super zdjęcia! Zastanawiam się, czy może moich znajomych z eRachuby by nie namówić na taki wypad :) W końcu ruch to zdrowie, a ja akurat o swoje zdrowie bardzo dbam :) I kocham jeździć na rowerze!
-
2016/04/07 13:58:40
A po takiej wycieczce najlepiej by było rozgrzać się w saunie infraline.pl :) Pozdrawiam cieplutko, sama też niedługo wybieram się na rower, tylko niech w końcu przestanie padać :)
-
2016/04/08 09:26:11
Bardzo fajnie piszesz :) A może myślałeś nad zbudowaniem swojego małego garażu na rower, skoro tak uwielbiasz rowerowe wycieczki? Twoja maszyna też musi mieć godny postój, tak jak auto :) Ekipa Ramal pozdrawia ciepło i życzy dalszych sukcesów!
-
Gość: Tomasz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/06/03 10:33:46
Witajcie ;) wspaniała wycieczka ;) motywująca mnie ... ciężko natomiast w mojej kotlinie znaleść chętnych do takich wypraw ... byćmoże wybieracie się gdzies w tym roku proponuje siebie na doczepke ;) Pozdrawiam Tomek / tel 788 755 877