Blog > Komentarze do wpisu

Jak przejechałem się na Veturilo

Tyle się mówi o miejskim rowerze – reklamy w autobusach, artykuły w gazetach, moda, piękne dziewczyny, a także splendor, wygoda i poczucie bycia w awangardzie w komunikacji miejskiej.

Paryż, Barcelona, miasta skandynawskie – wszędzie rowery miejskie, które działają i rozwijają się. Ech, jest do czego równać!

W zeszłym roku do tej awangardy dołączyła Warszawa. W tym roku postanowiłem dołączyć i ja. Owszem, mam własny, kochany rower ale przecież nie zawsze przy sobie. Pomyślałem: warto mieć możliwość wypożyczenia roweru celem: a) podjechania, b)przyspieszenia podróży, c) spróbowania „jak to jest”, d) znalezienia się we wspomnianej awangardzie.

Rejestracja i logowanie są dziecinnie proste. Zasady wytłumaczone na filmie na stronce.
Generalnie: wpłacasz 10 zł i jeździsz. Konto uaktywnia się właściwie natychmiast po przelaniu pieniędzy. Do 20 minut od wypożyczenia – jeździsz za darmo. Jeśli przekroczysz ten czas: system nalicza niewysoką opłatę (w zależności od długości wypożyczenia).

Zarejestrowałem się więc, wpłaciłem 10 zł, zalogowałem: KONTO AKTYWNE. Juhuu!

Można jeździć.
Można?

Od razu chciałem przetestować system. Spragniony wiosny postanowiłem że na spotkanie częściowo dojadę rowerem. Z Ochoty miałem zamiar podjechać do Ronda Jazdy Polskiej, miłą trasą przez Pole Mokotowskie.

Stacja nr 1 - Winnicka

Stoi jeden rower. Akurat dla mnie! Na terminalu wstukuję nr telefonu, PIN, i już mam sięgać po rower, gdy wyświetla się informacja ROWER NIEDOSTĘPNY.

Czas mija, spotkanie się zbliża. Idę do

Następnej stacji, na Banacha. Tutaj więcej rowerów – na pewno któryś uda się wypożyczyć.

ROWER NIEDOSTĘPNY,  ROWER NIEDOSTĘPNY (a kolejka z tyłu rośnie).

Spocony, rezygnuję i idę do autobusu.

Po spotkaniu w Towarzyskiej nie chcę tracić nerwów, ale kolega namawia mnie i idziemy na Walecznych.  Dużo rowerów, ale terminal znowu nie chce mi wypożyczyć roweru. Próbuję przez telefon. Tym razem udaje się. Szybko żegnam się z Adamem (czas biegnie), podjeżdżam na Waszyngtona.
Rower prowadzi się dobrze, wygodnie. Jest masywny, stabilny, dość ciężki. Jedyne do czego nie mogę się przyzwyczaić to koszyk z przodu, który nie kręci się razem z kierownicą.
Spodobało mi się na tyle, że chcę wypożyczyć następny. Tymczasem stacja na Waszyngtona nie chce przyjąć zwrotu. Muszę dzwonić. Chcę wyjaśnić sprawę, czekam na połączenie z konsultantem. 6 minut – rozłącza się. Następne 6 minut itd… Nie liczę już tych pieniędzy wydanych na telefon. W końcu rezygnuję z rozmowy z konsultantem, wpisuję na klawiaturze telefonu numer roweru, zwrot przyjęty. W międzyczasie odechciewa mi się dalszego wypożyczania Veturilo. Przyprowadzam sobie rower z domu, a na krótszych dystansach ufam nogom.

Parę dni później potrzebuję jednak gdzieś szybko podjechać. Chcę rower ze stojaka przy Metrze Politechnika – ROWER W SERWISOWANIU. Noż k..wa! Tracę cierpliwość. Żal mi tych 10 zł którymi zasiliłem Nextbike’a (operatora Veturilo).

Na 8 prób wypożyczenia, udało mi się dwa razy. 25% udanych prób to trochę za mało jak dla mnie.

 

Vertulio? Vertulino? Vertutilo?

Jeszcze „lepsza” historia przydarzyła się mojej dziewczynie. Ukradziono jej prywatny rower spod pracy, więc (a było to jeszcze na etapie mojej przychylnej otwartości wobec systemu Vetu.) zachęciłem ją do założenia konta. Wszystko gładko, wszystko ok., rowery wypożyczają się co drugi raz, zwroty przed upływem 20 minut. Ostatni przy Hali Kopińskiej. Następnego wieczora przychodzi sms: Rower wypożyczony ponad 22 godziny, prosimy o zwrot roweru. Zalogowała się do systemu: saldo -260 zł. Słownie: minus dwieście sześćdziesiąt złotych. No nie!

Dzwonimy na infolinię. Pierwsze co – automat pyta: CZY CHCESZ ZWRÓCIĆ ROWER NUMER 6xxxx? Zwrócę – będzie, że dopiero teraz zwracam. Nie zwrócę – licznik będzie tykał dalej. Czekam na konsultanta. Pięć razy po 6 minut, bo po 6 minutach grania melodyjki, której – uwierzcie mi – nie chcę pamiętać linia się rozłącza.

Wchodzę na fora (nie, nie Veturilo, raczej TVN Warszawa i gazeta.pl), czytam że takie problemy są częste, i że na infolinii w takich przypadkach każą zwrócić rower (jeszcze raz) i pisać reklamację.

„Zwracamy” więc rower (który wpięty w stację stoi już od ponad doby) przez telefon i piszemy reklamację e-mailowo. Po kilku dniach przychodzi sms „konto znowu aktywne, można korzystać z Veturilo”. Żadnego e-maila z wyjaśnieniem czy choćby przeprosinami. Żadnej rekompensaty. „Można korzystać z Veturilo”. Tylko że moja dziewczyna już nie chce korzystać z Veturilo. Ja też nie chcę z niego korzystać, nerwy, perspektywa płacenia 260 złotych za poprawne oddanie roweru skutecznie mnie zniechęciło.

Każdemu, kto pyta mnie o radę opowiadam tą historię, dodając że nie jest to przyjazny rower dla ludzi. A już na pewno nie dla tych o słabszych nerwach.



poniedziałek, 29 kwietnia 2013, stanwewnetrzny

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: herbikm, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/08/04 15:23:53
Zapraszam na stronę internetową. <a href=www.onet.pl>onet</a>
-
2014/08/21 15:30:17
Tak to już jest z tymi systemami w Polsce. Niby system działa, niby pomysł dobry, rowery stoją, a jak człowiek chce jechać to zawsze problem. Miejmy nadzieję, że z czasem wszystko to się jakoś unormuje i będzie o wiele bardziej wygodne.
-
2014/11/13 13:41:07
pozdrawiam! :)
-
2015/01/22 11:16:36
bardzo ciekawy blog!!
-
2017/04/13 16:44:30
Nextbike (tak to się nazywa we Wrocławiu) ma wiele wad. Jest strasznie toporny, ale cieszę się, że jest. Sam kilkakrotnie z niego korzystałem i ratował mi tyłek. Co do 260zł - żal, mam nadzieje, że zwrócili pieniądze.