Blog > Komentarze do wpisu

Karkonosze na rowerze cz. 4 - ostatnia. Szklarska Poręba, powrót.

Mgła, mgła, wszędzie mgła. Tak powitał nas poranek w Harrachowie. Ostatnie spojrzenie - na skocznie (mamucie?) i ruszamy do Diskontu. Diskont jest o tyle przyjemny, że można płacić kartą, chyba jako w jedynym sklepie w tym miasteczku. Kupujemy śniadanie, jako pamiątki nabywamy rozmaite knedlicky w proszku (oraz lievance), już w domu będą nam przypominały czeskie smaki.

czeskie śniadanie

czeskie śniadanie diskont norma

zestaw falenicki bułka paluch i pasztet

tzw. zestaw falenicki - bułki i pasztet - z pozdrowieniami dla GT

bajking

livanecky livance lievance

będą nam przypominały czeskie smaki

Do granicy około trzech kilometrów, dość łagodnie pod górę - na tyle, że można jechać (zamiast prowadzić rowery). W przygranicznym sklepie Bajking wydaje ostatnie korony - kupując m.in. piwo o smaku marychy, ja płacę już w złotówkach. Cały czas mgła, trochę wieje, delikatnie mży. Wreszcie - Polska! Dziwne, ale przez te dwa dni zdążyłem się stęsknić. Jeszcze dziwniejsze, że po polskiej stronie asfalt jakby równiejszy.

polana jakuszycka

mgła

Plan na dzisiaj jest taki: dojeżdżamy do Szklarskiej Poręby, tam się wakacjujemy, żremy do oporu, zwiedzamy, no, ogólnie dzień ma być chillowy, spokojny i wynagradzający wszelkie trudy wycieczki. Mijamy Polanę Jakuszycką, na której Bieg Piastów - mimo iż rozgrywany zimą, trwa chyba cały rok (widać że coś się tam dzieje). Odbijamy w lewo na równoległy do głównej (zresztą niezatłoczonej) szosy szlak rowerowy. Zaczyna się żwirek, oznaczenia czytelne. To zdaje się część europejskiego szlaku rowerowego. A nie, ER-2 oznacza polski "Szlak Liczyrzepy"  (a Liczyrzepa to po polsku "Karkonosz").

ER-2 szlak liczyrzepy



Przez mgłę niewiele widać, jednak dostrzegamy po drodze atrakcje w postaci bagniska/torfowiska, nieczynnych ruin - widm (zdaje się, że jakiejś fabryczki) oraz linii kolejowej Jelenia Góra - Harrachov na której akurat widać dziarsko mknący szynobus z turystami. Oprócz tego wije się co i rusz rzeka Kamienna, o kolorze lekko czerwonawym. Kiedyś wydobywano z niej złoto, potem - zdaje się korzystano z piasku kwarcowego do wytopu szkła (hm, nazwa Szklarska Poręba nie wzięła się znikąd).

torfowisko bagnisko szklarska poręba góry izerskie

torfowisko bagnisko szklarska poręba góry izerskie

torfowisko bagnisko szklarska poręba góry izerskie

bajking przy torfowisku

opuszczona fabryka linia kolejowa jelenia góra harrachov

opuszczona fabryka linia kolejowa jelenia góra harrachov

opuszczona fabryka linia kolejowa jelenia góra harrachov

opuszczona fabryka linia kolejowa jelenia góra harrachov

opuszczona fabryka linia kolejowa jelenia góra harrachov

hm coś jakby Tatry

Dojeżdżamy z powrotem do głównej szosy, za którą znajdujemy tablicę z całkiem pożytecznym opisem i odwzorowaniem okolicznych szlaków rowerowych - z czymś takim spotykam się pierwszy raz.


szlaki rowerowe góry izerskie

Niedaleko znajduje się parking, za którym rozpoczyna się dojście do Wodospadu Kamieńczyka. Ponieważ plan na dziś jest turystyczno - lajtowy, a poza tym szkoda przegapić taką atrakcję, gramolimy się tam z rowerami, które po jakimś czasie przypinamy do drzewa (jest bardzo stromo i niewygodnie na wystających kocich łbach), w budce z pamiątkami kupujemy ciepłe oscypki z żurawiną i tak posileni zwiedzam wodospad. W drodze powrotnej spotykam swoich sąsiadów... z tego samego piętra. Mieszkamy obok od trzydziestu lat a ja rozmawiam z nimi pierwszy raz w życiu. Nie wiedziałem że z nich tacy turyści! Ale skoro turyści - znaczy że nie mogą to być ludzie małostkowi albo źli. Turyści (górscy) to ludzie przeważnie porządni.

wodospad kamieńczyka

wodospad kamieńczyka

wodospad kamieńczyka

Potem to już prosto - z górki do Szklarskiej Poręby. Tam obiad (ja zamawiam smażony syr), i... zostaje jakieś sześć godzin do pociągu. Chwila namysłu - jeszcze wysyłam pocztówki - i uzgadniamy z bajknigiem że może spróbujemy jednak dojechać do Jeleniej Góry, w ten sposób domykając pętlę wokół Karkonoszy.

Szklarska Poręba

Wybór okazuje się strzałem w dziesiątkę! Po pierwsze droga wiedzie cały czas w łagodnie w dół i zjazd nią jest prawdziwą przyjemnością, po drugie możemy obserwować jak zmienia się pogoda. Z mglistej, alpejskiej, wilgotnej Szklarskiej Poręby (nie darmo piszą że posiada ona walory klimatyczne zbliżone do uzdrowisk położonych na 2000 m n.p.m.) zjeżdżamy w coraz bardziej upalną kotlinę. Przez Piechowice, Sobieszów, Podgórzyn i pobenedyktyńskie stawy (gdzie z braku zupy rybnej zamawiamy piwo i colę) dojeżdżamy do Jeleniej.

podgórzyńskie stawy

Podgórzyńskie stawy - podobno najwyżej położony obiekt tego typu w tej części Europy

Tzn. tak się nam wydaje że do Jeleniej - naprawdę dojeżdżamy do Cieplic. Główne ulice Cieplic i Jeleniej Góry są bardzo podobne, poza tym tutaj kończy się mapa, więc logiczne, że to wszystko jest  bardzo blisko. Robimy zdjęcie w parku zdrojowym, i... okazuje się że do przejechania mamy jeszcze jakieś 8 km.

 perpetuum mobile

Cieplice, aleja w Parku Zdrojowym

Z pewnym trudem (bez mapy, bez GPS-a) odnajdujemy drogę na stację PKP (gdzie w kolejce spędzamy 45 minut), zostaje jeszcze chwila na wypicie ostatecznej kawy, kupienie czegoś do jedzenia na drogę i zwiedzenie okolic rynku.

zwiedzanie okolic rynku jelenia góra kaufhaus

zwiedzanie okolic rynku jelenia góra kaufhaus

zwiedzanie okolic rynku jelenia góra

cmentarz przy kościele Podwyższenia Krzyża

Powrót już w luźniejszym przedziale, w dość miłym towarzystwie - także w kuszetce (rowery zostawiamy w wagonie rowerowym, w tę stronę podróżuje kilkunastu rowerzystów - głównie górscy ale też "sakwowcy").

pociąg karkonosze wagon rowerowy

pociąg karkonosze wagon rowerowy

 przejście przez wagony - z rowerowego do kuszetki
"a tych wagonów jest ze czterdzieści"

Podsumowanie:

To pierwsza moja górska podróż rowerem. Jestem zadowolony z siebie i z mojego miejskiego roweru z przerzutką w piaście - poradziliśmy sobie w większości niegorzej niż bajking i jego lekki cube ze zdaje się 21 biegami. Cieszę się tym bardziej, że udowodniłem iż nie sprzęt się liczy a pomysł, dobry humor oraz dobrane towarzytwo ;) a na serio - jak mawia mój kolega muzyk: nie przejmuj się sprzętem, Murzyni w w Delcie Missisipi grali bluesa na wiadrach a za strunę służyły im druty przyczepione do szczotki - ale jaki był w tym feeling! Tak więc podejście do roweru też mam trochę bluesowe.


Poza tym to chyba pierwsza moja i bajkinga wspólna wyprawa rowerowa opisywana na tym blogu. Przyjaźnimy się od już chyba 11 lat, jeździliśmy już na wspólne wyjazdy ale było to jeszcze przed epoką narowerze. A więc kolegium redakcyjne miało sesję w plenerze.

Z ciekawostek warto wspomnieć o karkonoskiej kulturze rowerowej, otóż na porządku dziennym jest pozdrawianie innych rowerzystów - podobnie jak na pozdrawiają się turyści na górskich szlakach. Sakwowcy pozdrawiają się szczególnie serdecznie - zarówno w Polsce, jak i i po Czeskiej stronie. Jest to bardzo miłe, że ludzie, których na jakiś czas łączy podobny los tworzą pewną wspólnotę.
Jeśli chodzi o mapę, to korzystaliśmy z 1:25000 POLSKIE I CZESKIE KARKONOSZE wydawnictwa na G. Trochę za dokładna jak na rower - ale o tyle pożyteczna, że były odcinki piesze, a poza tym miała oznaczenie warstwic (więc wiedzieliśmy na co się nastawiać jeśli idzie o podjazdy), no i pomogła w szukaniu miejsc na nocleg.

Ze wskazówek praktycznych warto polecić wymianę pieniędzy w kantorze w jakimś dużym mieście-najlepiej jeszcze przed wyjazdem, gdziekolwiek przy granicy przepłacimy za zakup koron od 15% do nawet 30%! Opłaca się też płacić kartą ale UWAGA - w czeskich Karkonoszach było to prawie niemożliwe oprócz jednego dyskontu. Bankomaty to też rzadkość, nawet w sporym Harrachowie był chyba jeden. W ŻADNYM barze, restauracji etc. nie przyjmowano płatności kartą. A zatem - parafrazując: prawie za nic nie zapłacisz kartą Mastercard. Za wszystko inne przepłacisz koronami.

Góry nie są moim ulubionym miejscem do jazdy na rowerze (jestem człowiekiem z nizin, no może z równin) jednak Karkonosze mają urok któremu się nie oparłem. Nie chodzi tu o podjazdy i zjazdy - które nie wynagradzają mi ciężkich podejść - ale o atmosferę, specyficzną poniemiecką architekturę, klimat, atrakcje turystyczne, dużo rowerowych szlaków, bliskość Czech - innymi słowy jakąś intensywność tych gór, ich gęstość czy może nasycenie. (Poza tym można sobie wyrobić żelazne łydki i uda.)
Polecam każdemu - może kiedyś pociągi jakoś przyspieszą i będzie łatwiej tam dojechać.

 

Czytaj też:

Karkonosze na rowerze cz.1

Dookoła Karkonoszy na rowerze cz. 2

Dookoła Karkonoszy na rowerze cz. 3

niedziela, 15 lipca 2012, stanwewnetrzny

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: , *.230.9.241.speedy.net.pe
2012/07/16 15:57:21
Super wyprawa! Najlepsze paštety robią w Czechach (i na Słowacji)...
-
2012/08/22 13:20:49
Pozdrawiają się sakwowcy nie tylko w Karkonoszach... Choć w naszych Karpatach czasem trudno po prostu spotkać rowerzystę z sakwami - szczególnie na pogórzach.
-
2013/02/07 10:16:01
Wygląda na to, że wyprawa się udała. Dzięki za inspirację!
-
2013/02/07 10:16:35
Wygląda na to, że wyprawa się udała. Dzięki za inspirację!
-
Gość: patipat80, *.marsoft.net
2014/09/26 11:30:32
widzę,że rowery objuczone prawie jak mój:):):):) teraz będę zmieniać torbę i jest dylemat bo chcę wodoodporne wybrałam taką www.cyklotur.com/akcesoria/torby-i-sakwy/torby-rowerowe/p,torba-na-bagaznik-a-n441-czarna-author,8403.html chyba ze względu na firmę. Co o tym sądzicie??