Blog > Komentarze do wpisu

Gdańsk i Krynica Morska na rowerze

- Oj, jak ja dawno nie byłem nad morzem - pomyślałem i już następnego dnia kupowałem w kasie dworca Warszawa Wschodnia bilet na pociąg "Słoneczny" to Gdańska. Dzień wcześniej zaopatrzyłem się w nowy GPS (poprzedni został zniszczony na skutek powodzi w namiocie) i pożyczyłem od Drugiego trzyosobowy namiot typu iglo (swój wypożyczyłem mu kilka dni wcześniej - zależało mu na czymś lekkim i małym) Ja przywiązuje zdecydowanie większą wagę do komfortu objawiającego się dużą ilościa miejsca  po rozłożeniu się namiotu niźli wagą czy rozmiarem. Co to za różnica w wiezieniu 2,5 czy 4 kilo, kiedy można się swobodnie rozłożyć, usiąść, a nawet na noc wstawić rower do środka.

Na pociąg wydałem równe 50 zł (bilet normalny Wwa Wschodnia -- Gdańsk Główny, rower za darmo) co wydało mi się sumą odpowiednią - 5 godzin jazdy czyli 10 zł/h, ok 500 km - 10 zł/100 km) Jedynym mankamentem pociągu były niezamykające się, elektryczne drzwi do toalety (wydającej zresztą przy spuszczaniu wody dźwięk zbliżony do wydobywającego się spod maski lorda Dartha Vadera), które sprawiały wiele trudności pasażerom, a pracy konduktorowi próbującemu co pewien czas bezskutecznie je naprawić. Ja, dopóki nie znalazłem miejsca siedzącego w nierowerowej części wagonu, pozostawałem w pozycji obserwatora (ulubionej) i miałem świetną zabawę śmiejąc się i z jednych i z drugiego.

moje drzwi nigdy dla nikogo nie sa zamkniete

Pociąg był pełen, choć co kilka stacji ktoś wysiadał, zwalniając miejsce. Ja skorzystałem na tym, że podróżujący w tym samym wagonie pan Maciej Nowak zwolnił, zajmowany swoim pokaźnym ciałem, fotel w Mławie (albo Ciechanowie - nie pamietam) i zająłem jego miejsce. I zacząłem lekturę książki Jacka Pałkiewicza "Syberia. Wyprawa na biegun zimna", którą wypożyczyłem na czas wyjazdu z biblioteki przy ul Ateńskiej. Książka wciągnęła mnie aż do samego Gdańska.

Te burze wlosow kazdy zna czyli Maciej Nowak

W Gdansku byłem piekielnie głodny. W podróży nic nie jadłem, a o sporym porannym śniadaniu już dawno zapomniałem. Głodny i ... z napierającym parciem. Drugą sprawę załatwiłem w dworcowej toalecie - 2 zł(!) Nad pustym żoładkiem musiałem trochę popracować - jakieś pół kilometra na Stare Miasto. A po drodze - zaskoczenie - most(ek) miłości. Myślałem zawsze, że to wrocławska tradycja. A jednak, co piękne i trendy, szybko rozprzestrzenia się po całym kraju.

Autoportret w Gdansku

Most Milosci

Na Długim Targu jak zwykle tłumy turystów. Zewsząd słychać - Ja, ja! Gut! Lassen Sie uns ein Bild. Mieszkam niedaleko Stadionu Narodowego i w czasie Euro 2012 nie słyszałem prawie wcale niemieckiej mowy. Tak samo jak w strefie kibica ( w której byłem na meczu Niemcy - Włochy) Wystarczyło pojechać do Gdańska. Nawet chciałem poprosić jakiegoś Niemca (albo ładną Niemkę) o zrobienie mi zdjęcia lecz Po kilku minutach budowania w myślach pytania w języku Goethego pomyślałem, że lepiej zostać dobrze pojętym. Jeszcze rozmówca zrozumie, że chcę zdjęcie jego dziadka z Wermachtu i wywołam skandal międzynarodowy. Piękne zdjęcie na tle ulicy Długiej zrobił mi Polak z wielkim aparatem.

Bajking

W poszukiwaniu smacznego i taniego obiadu zrobiłem sobie spacer nad Motławą. Wszędzie drogo i pełno ludzi. Zrezygnowany wszedłem na jedną z bocznych uliczek, w której przed kamienicami stały stragany z bursztynową biżuterią. Lubie bursztyny. Nawet mam plan na przyszłość aby pojechać na mierzeje wiślaną i po sztormie szukać tych tworów na plaży. Dłuższą chwilę zatrzymałem się tam i oglądałem palące się kamienie.

Bursztynowa ulica

W końcu trafiłem znów na Długi Targ i zjadłem najgorszego kebaba w życiu. Sytuacje uratował Specjal.

Pół godziny później byłem już na obrzeżach miasta. Przejechałem obok płonących wież Petrochemii Gdańskiej, które przypomniały mi lekturę Tolkiena i ogniste, wszystkowidzące oko Mordoru. Zresztą kilka minut wcześniej Mordor nie pozwolił mi na przejechanie ulicą Sztutowską. Na mapie - zwyczajna droga tuż nad Martwą Wisłą, w tolkienowskiej rzeczywistości - częściowo wchłonięta przez ciemne moce Saurona i strzeżona przez cieciów - 5 złotych za godzinę cieciowania.  

W Przejazdowie GPS skierował mnie na znacznie mniej ruchliwą drogę nr 501, którą przez Wiślinki i most pontonowy na Martwej Wiśle dotarłem dojechałem do przeprawy promowej na Wiśle (właściwej) Na prom dostałem się na krzywy ryj - szlaban był już zamknięty, ale mimo to wjechałem na pomost barki. Na tablicy informacyjnej przed szlabanem zobaczyłem, że przewóz roweru kosztuje 5 zł, a jednak nikt mnie nie prosił o zapłatę. Widok był trochę niesamowity - patrząc na południe szeroka dolina, majestatyczna i szeroka rzeka. Kierując wzrok na północ - błękitna pustka zlewająca się z nieboskłonem. Przypomniałem sobie , że kiedyś z GT dojechaliśmy na rowerach z Malborka do samego ujścia polskiej królowej rzek. To była fajna, chilloutowa wycieczka w beztroskich, studenckich czasach. Dobrych czasach.

prom

tam, gdzie konczy sie swiat

Na drugim brzegu, z myślą o niezapłaconych 5 złotych, pokornie wydałem je na Specjal. Cóż, trzeba wspierać piękne miejsca. A czy za prom, czy za nie-prom to już pozostawiam w sumieniu wspierającego.

Za przeprawą, w Mikloszewie, rozpoczął się turystyczny raj. Po obu stronach drogi stragany z różnościami, potrzebnymi lub niepotrzebnymi, ale zawsze przepłaconymi przez wycieczkowiczów. Co pewien czas pojawiała się i znikała ścieżka rowerowa, z której skorzystałem dopiero widząc patrol policyjny - na wszelki wypadek , choć kontrola rowerzysty z sakwami i namiotem wydawała się raczej mało prawdopodobna.

Po prawej stronie drogi zaczęły mi towarzyszyć tory linii wąskotorowej Jantar - Malbork. Kolejka jeździ dwa razy dziennie i niestety nie udało mi się z nią spotkać. Specjalnie dla Ciebie, czytelniku, nadjeżdża właśnie lokomotywa:

W sumie nie chciałem tam zajeżdżać. Odwiedziłem to miejsce kilka lat temu z moim tatą. Wzbudziło we mnie smutek i gorzką refleksję o charakterze człowieka. A jednak jest jakaś magiczna siła przyciągająca mnie do miejsc kaźni i zezwierzęcenia. Może to potrzeba odczuwania silnych emocji. Z pewnością chora. W każdym razie skręciłem w drogę z kocich łbów i dojechałem do terenu byłego nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Sztutowie. Na moje szczęście teren muzeum był zamknięty, a cieć muzealny wymawiając kultową kwestię " Gdzie mnie z tym rowerem" uniemożliwił mi obejrzenie obozu. Zrobiłem zdjęcie i wróciłem na szosę do Krynicy Morskiej.

Stuthoff - byly oboz koncentracyjny

 Cieszyłem się jak dzieciak wjeżdżając w Kątach Rybackich na Mierzeje Wiślaną. Po jednej stronie Bałtyk (lub jak kto woli - Zatoka Gdańska), po drugiej Zalew Wiślany. A ja suchy jadę 22 km/h po równym asfalcie. Lecz nie po równym. Zaczęły się podjazdy i zjazdy. Przypomniałem sobie jak ze Stanem tydzień wcześniej jeździliśmy po Karkonoszach. Przypomniały o sobie moje uda. A górek w najbliższych dniach miało być znacznie więcej...

Przekroczyłem niedawno trzydziestkę i czuję, że się starzeje.   Po 40 Km od Gdańska, zacząłem czuć zmęczenie. A przecież kiedyś 80 - 100 - 150 km to była norma na wyprawie, którą robiłem bez większych problemów. A tutaj jazda w sumie "po równym", w żółwim tempie (średnia ok 17 km/h) Dotarło do mnie, chyba nawet bardziej niż w Karkonoszach, że kilka lat zmagania się z problemem palenia i picia wpływa coraz bardziej niszcząco na moją fizyczność. Wiem, że wciąż mogę zrobić więcej kilometrów niż standardowy trzydziestolatek, ale stawiając naprzeciw sobie tego mnie sprzed 5-6 lat sprawia, że przegrywam z kretesem. Coś trzeba z tym zrobić. Ale nie dziś.

Krynica - a za wszystko inne zaplacisz za duzo

Do Krynicy dotarłem całkiem zmęczony po przejechaniu 55 km. Była godzina 19-ta. Rozstawiłem na kempingu z pewnymi trudnościami namiot (po czesku stan), rozpakowałem się i zostawiając rower przypięty ulockiem do drzewa, ruszyłem na miasto. A tam turysta na turyście, atrakcja na atrakcji. Głód skierował mnie do pierwszej lepszej budki na zapiekankę i Specjala. Poźniej odwiedziłem port, z którego nazajutrz wypłynąć miałem w rejs do Fromborka. Ceny biletów niemiło mnie zaskoczyły ( wyszło około 35-40 zł) więc pozostawiłem sobie nieprzyjemność zakupu na poranek.

Jutro wyplywam w dlugi rejs

 Kupiłem papierosy, kolejne cztery specjale i poszedłem nad morze. Tam pijąc , paląc i dzwoniąc do rodziców i Alicji spędziłem resztę wieczoru mocząc stopy w zimnej, morskiej wodzie.

środa, 18 lipca 2012, bajking

Polecane wpisy

Komentarze
2012/07/19 17:44:46
Ja tylko się zastanawiam jakim cudem chciałeś znaleźć w Gdańsku (czy gdziekolwiek indziej) ładną Niemkę... Czy to ta skończona 30-tka tak zmienia odbiór rzeczywistości czy może jednak Specjal? :P
-
2012/08/09 09:05:05
Gdańsk miasto piękne, lecz chmurne a przynajmniej zawsze gdy się w nim zjawię.
-
2012/10/03 12:56:53
Polecam zwiedzać Gdańsk na rowerze - rewelacyjne trasy i widoki, nawet w chłodne jesienne wieczory.
-
2012/12/28 12:14:02
Ale piękna sceneria. Ja niestety mam rower miejski: www.nofuel.pl/city/presto-czarny.html
Więc o wypadach w teren mogę jedynie pomarzyć :-) Niemniej na asfalcie i ścieżkach rowerowych spisuje się rewelacyjnie!
-
2013/01/24 09:36:57
Gdańsk jest zawsze piękny, zwiedzany na rowerze zwłaszcza. Zazdroszczę wyprawy!
-
2013/01/27 22:54:20
za Krynicą w stronę Piasek, tez są rewelacyjne tereny.
-
2014/10/22 15:07:58
jakoś nigdy jeszcze nie było mi dane zawitać do Krynicy Morskiej...
-
2015/03/04 13:39:58
zapraszamy do Tolkmicka i na tramwaj wodny Gen Kutrzeba do Krynicy Morskiej zabieramy grupy do 40 rowerów