Blog > Komentarze do wpisu

Dookoła Karkonoszy na rowerze cz. 3

Dzien III (3 lipiec 2012) – Spindleruv Mlyn – Harrachov (40 km)

W nocy mieliśmy trzy burze. Kiedy się obudziliśmy dolna część naszego namiotu (tam gdzie trzyma się nogi) była całkiem mokra. Zamókł również GPS stając się do końca naszej wycieczki bezużytecznym.

Miła pani właścicielka posesji  postawiła nam przed namiotem termos z herbatą. Spakowaliśmy co suche do sakw, wypiliśmy herbatę, mokre ubrania przyczepiliśmy luźno do rowerów „na suszenie” i ruszyliśmy.

ślimak na błotniku

załapał się też cyklostopowicz

W planie na dziś mieliśmy przez góry przebić się do Rokytnice, a następnie dotrzeć przed wieczorem do Harrachova. Zależało mi na obejrzeniu skoczni narciarskich. Ale najpierw śniadanie czyli cofnięcie się najbliższego supermarketu, a konkretniej dyskontu spożywczego w Szpindlerovym Mlynie (o zaskakującej nazwie... DISKONT).

diskont spinleruv mlyn czechy rumcajs

nasza dieta i uroczy sok pomarańczowy z Rumcajsem

Ceny w dyskoncie zaskoczyły nas – nie odbiegały od tych w zwykłych Potravinach. Na ławce przed sklepem skonsumowaliśmy śniadanie.

Nie ukrywam, że Stan był na mnie zły (zepsuty GPS spowodował że byliśmy bez mapy). No, ale co ja mogłem, co ja mogłem! Nie moja wina, że GPS zamókł. Poza tym dzięki niemu poprzedniej nocy ustaliliśmy trasę. Czy to ja spowodowałem trzykrotne oberwanie chmury w nocy i przeciekający namiot? Nie ja! (mogłeś schować do jakiejś torebki foliowej! - stanwewnetrzny)

Aby dostać się do naszej trasy musieliśmy wdrapać się do położonej kilkadziesiąt metrów wyżej drogi. Chociaż podejście nie było wybitnie długie, Stan nie powstrzymał  się od uszczypliwej (i jakże prawdziwej)  dygresji  - Słuchaj, ja nie wiem czy my nie jesteśmy frajerami! Przecież wszyscy rowerzyści z sakwami,  to jeżdżą tutaj głównymi drogami (czyt. dolinami) A my kolejny dzień targamy te rowery do góry...

cykloservis narex rovinka

udogodnienie dla rowerzystów

suszenie rzeczy

suszenie klamotów: to niebieskie to śpiwór, a pomarańczowe - nasz namiot

Droga prowadziła  zboczem góry, dookoła wysokie i soczyście zielone lasy,  wilgoć w powietrzu sprawiała, że można było poczuć się jak w lasach klimatu równikowego . Po kilku kilometrach zatrzymaliśmy się na piwo i suszenie rzeczy w obcerstveni (bufecie) w Rovince. Stan upolował aparatem fotograficznym cykloserwis, a ja z lekkim niedowierzaniem stwierdziłem, że roaming w Orange nie pozwala na wykonanie telefonu z zagranicy. Sorry, you are not authorized to make this call... To dla mnie wciąż najbardziej nierozwikłana zagadka wycieczki.

Dalsza droga do Rokitnicy to w skrócie – krótki i bardzo stromy zjazd do doliny Jizerki, potem długi, lecz łagodny podjazd i ostatecznie długi, ostry i kręty zjazd do Rokitnicy, którego zaletą były piękne widoki. W Rokitnicy zatrzymaliśmy się przed wielkim, starym i zaniedbanym budynkiem. Nie wiedzieliśmy co to jest. Pozgadywaliśmy kilka minut, Stan strzelił fotkę i pojechaliśmy dalej.

rokytnice tajemniczy budynek

"pozgadywaliśmy kilka minut"

Cały dzień słyszeliśmy groźne pomruki burzy. W końcu dopadła nas deszczem u wyjazdu z miasta. Schroniliśmy się na przystanku autobusowym. Zjedliśmy końcówkę naszego prowiantu (puszkę mielonki i zmasakrowany chleb), umyliśmy się deszczówką, pogapiliśmy się na mapę i ludzi (w tym grupę czeskich rowerzystów górskich pod naszą wiatą).

umyliśmy się deszczówką

"umyliśmy się deszczówką"

Po godzinie deszcz minął, a my ruszyliśmy szosą numer 14 do Harrachova. Droga może i była ładna (tak twierdził Stan), ale roboty drogowe i idące za tym niedogodności związane z wahadłowym ruchem pojazdów sprawiły, że nawet płynąca obok rwąca rzeka i piękne wysokie brzegi doliny nie wpłynęły na mnie pozytywnie. Z trudem pokonując ostatnie 10 km do Harrachova zacząłem marzyć o prysznicu i wygodnym łóżku. Tuż za tablicą z nazwą miasta podzieliłem się tym ze Stanem, który dość sceptycznie odniósł się do mojego pomysłu. W końcu jednak, jakimś cudem, postawiłem na swoim.

rokytnice - harrachov

droga Rokytnice - Harrachov

droga rokytnice - harrachov

droga Rokytnice - Harrachov

Wynajęliśmy dwuosobowy pokój z łazienką  w zabudowaniach harrachowskiej fabryki szkła. Koszt był spory (ok. 150 zł), ale złamałem się w obliczu myśli o kolejnej, deszczowej nocy w namiocie. Dowiedzieliśmy się, że fabryka szkła poza standardowym programem turystycznym (przyglądanie się wytopowi szkła, dmuchani szklanych form) oferuje również kąpiele w ... piwie. Kąpiel taka została uznana przez magazyn „Time” za jeden z najdziwniejszych zabiegów SPA.

piwne spa harrachov

Za ok. 200 zł można przez 30 minut rozkoszować się moczeniem wszystkich swoich członków w roztworze wody i złocistego napoju. W trakcie kuracji podawane jest jedno, dwa małe piwa z lokalnego mini-browaru.

lodówka coca cola z piwem

a w lodówce coca-coli... piwo

My ze Stanem  wzięliśmy recepturę na proporcje  roztworu (może kiedyś wejdziemy w ten interes, kto wie) i po zakwaterowaniu na pokojach ruszyliśmy w miasto. Celem było sponiewieranie naszych wątrób i rozweselenie głów każdym napotkanym po drodze pubem. Do samego centrum nie doszliśmy. W ten sposób spędziliśmy zieloną noc.

harrachov pijaństwo w hotelu

 pijaństwo i rozpusta w hotelu

piwo pivo postrizinske

literackie piwo z podobizną Bohumila Hrabala, całkiem smaczne, choć pan z recepcji poinformował nas, że to "obyczne" piwo. W ogóle w Czechach można pić piwo trzy razy dziennie, przez kilka lat, za każdym razem z innego, jakiegoś lokalnego browaru

 

 czytaj też:

Karkonosze na rowerze cz.1

Dookoła Karkonoszy na rowerze cz. 2

Karkonosze na rowerze cz. 4 - ostatnia. Szklarska Poręba, powrót.






piątek, 13 lipca 2012, stanwewnetrzny

Polecane wpisy

Komentarze
2012/07/16 02:35:41
Do mokrego namiotu przydają się małe torebki crosso. Tomi zawsze trzyma w nch komórki i dokumenty. Praktycznie 100% szczelności, polecam. :)