Blog > Komentarze do wpisu

Dookoła Karkonoszy na rowerze cz. 2

Pisane w namiocie.

Stan nie chce spiąć rowerów. Ale może nikt ich nam dziś nie ukradnie.

 

Dzień II (2 lipiec 2012) – Horni Mala Upa – Spindleruv Mlyn (31 km) 

Rano wstaliśmy o 9-tej, spakowaliśmy nasz dobytek na rowery i ruszyliśmy w stronę miasteczka Pec Pod Sněžkou. Początek byl fajny - jazda z górki z prędkością ok 60 km/h. Aż mi się zrobiło zimno.

W takich chwilach żałuje że nie mam poziomki albo chociaż leżaka – można by się jeszcze bardziej rozpędzić. Zatrzymaliśmy się kilka kilometrów dalej przy wejściu na szlak pieszo – rowerowy do Wielkiej Upy.  Chwilę potem, zatrzymał się kolo nas autobus z przyczepką na rowery. U nas takich nie ma. Rowery w PKS-ach trzeba pchać do luków bagażowych. Z kolei w Stanach wiozłem kiedyś rower na bagażniku przyczepianym do przodu autobusu. Cóż: co kraj to bagażnik.

cyklobus dolni mala upa

Cyklobus, Dolni Mala Upa, Bajking nie może się napatrzeć

Stan sfotografował znalezisko i wjechaliśmy na szlak. Na początku było dobrze. Ładny asfalt. W miarę po równym. W dole szumiał Jeleni Potok . Po jakimś czasie droga zaczęła na tyle ostro piąć się po zboczu w górę, że musieliśmy zsiąść z siodełek. Po jakiś 2 km dotarliśmy do wielkiej polany, gdzie odpoczęliśmy. Stało tam kilka domków rekreacyjnych, trochę aut, jakaś restauracja. Nie mieliśmy jednak koron czeskich, aby napić się chłodnego piwa. A z nieba grzało coraz mocniej. Pojechaliśmy dalej – tym razem już w dół. I to ostro.  

Po kilku kilometrach szaleńczego zjazdu w dolinę trafiliśmy do drogi, która  zaprowadziła nas do miasta Pec Pod Sněžkou. Niewielkie miasteczko, bardzo turystyczne, położone pod samym masywem Śnieżki. Już przy samym wjeździe uwagę zwraca wysoka wieża  hotelu Horizont, chyba najwyższy budynek w mieście .

Załatwiliśmy kilka najważniejszych spraw - kupiliśmy korony ( w sumie 700)  - zaszliśmy na piwo (lokalny Krakonos) - w potravinach zrobiliśmy skromne zakupy. Okazało się, ze ceny większości artykułów są takie same jak w Polsce (oprócz coca-coli, która kosztuje 2 zł za puszkę 0,25 ml - przyp. Stanwewnetrzny). Tańsze jest głównie piwo. I jest  jego większy wybór niż u nas.

Pec pod Snezkou potraviny kofola kubik

"w Potravinach zrobiliśmy skromne zakupy"

Oczywiście jedząc na murku pod sklepem nasz obiad, popijając go piwem zawiniętym w papierową torebkę (bo kto wie jak oni tutaj to traktują) nie spodziewaliśmy się ze Stanem co nas dalej czeka. Naszkicowana przeze mnie dwa lata wcześniej trasa wskazywała tylko, że niedługo nastanie przed nami odcinek 2 – 3 km, który będziemy musieli pokonać bezdrożem. Bezdrożem w rozumieniu braku asfaltu.  Jednak do tego czasu miało być jeszcze kilka kilometrów ładnej, równej drogi.

Ładna i równa, owszem, była. Szkoda tylko, że planując  trasę z przeznaczeniem na rower poziomy, tak mało uwagi zwracałem na ukształtowanie terenu. Przy 30 procentowym nachyleniu drogi nie ma bowiem mowy o podjeżdżaniu czymkolwiek, a co dopiero poziomką. I tak już po wyjściu z czeskiego spożywczaka zaczął się podjazd. Stan odmówił pedałowania już na samym początku. Ja przejechałem może z 500 metrów i przy ostatnich zabudowaniach miasteczka zatrzymałem się.  Przez następne 3 godziny pchaliśmy rowery. Co ciekawe na drodze, którą szliśmy ustalony był szlak rowerowy.  Przez 6,5 kilometra podejścia wyprzedził nas tylko jeden rowerzysta – kolarz. Reszta zjeżdżała.

Na przełęczy  weszliśmy  na szlak pieszy. Przed wejściem stał zakaz poruszania się rowerami, ale zignorowaliśmy go – w inny sposób całe nasze trzygodzinne taszczenie roweru na 1300 m n.p.m. byłoby pozbawione sensu. Była to po prostu najkrótsza droga do kolejnego celu wycieczki – miasteczka Spindleruv Mlyn

Vyrovka

Vyrovka, 1363 m n.p.m. musieliśmy złamać ten zakaz

Najpierw kilkadziesiąt metrów po kamiennych schodach ostro w dół, później pojawiać sie zaczęły zarysy drogi. Nie było mowy o jeździe.

Svaty Petr

"nie było mowy o zjeździe"

W pewnym momencie droga zrobiła sie na tyle plaska  i równa ,że postanowiłem w końcu usiąść na siodełku - to był błąd. Po kilku minutach jazdy złapałem gumę. Ja zająłem się zmianą dętki, Stan postanowił wykąpać się w potoku.

Svaty Petr zmiana dętki

"po kilku minutach jazdy złapałem gumę"

Pół godziny później pojawił się asfalt, którym bez przeszkód wjechaliśmy do Szpindlerowego Młyna . Miejscowość typowo turystyczna nastawiona raczej na zachodnich turystów - ładnie przystrzyżone trawniki, czysto. Nawet był tam aqua-park.  Podjechaliśmy na camping - i tutaj również zachodnioeuropejskie ceny: 100 koron za namiot, po 125 od osoby i jeszcze coś w rodzaju opłaty klimatycznej - 15 koron. Razem 380 koron. Trochę drogo jak za możliwość postawienia namiotu.

Postanowiliśmy przetestować wariant oszczędnościowy  - na dziko poza miastem. I znaleźliśmy niezłe miejsce. Kawałek równiutko przystrzyżonej trawy nad zalewem w dole drogi. Było około 18-tej. Najpierw kąpiel w Łabie (w okolicach Spindleruv Mlyna jest tama i zbiornik wodny tzw. Labska Prehrada), a później próba zaanektowania terenu pod namiot.

Przypomniałem sobie z wcześniejszych wypraw, że jeśli chce się rozstawić namiot w miejscu, w którym na pewno jest to niedozwolone to trzeba najpierw oswoić teren. Usiąść, położyć się na trawie, rozłożyć wokół siebie trochę bagaży – że niby się tylko odpoczywa po długiej podróży – przygotować sobie posiłek i go zjeść, po czym nieśpiesznie rozpocząć rozstawianie namiotu. Im dłużej to wszystko trwa tym lepiej – okoliczni mieszkańcy przyzwyczajają się do twojego widoku, widzą że jesteś niegroźny, nie śmiecisz, masz miły wygląd. Później gdy już sięgasz dalej (rozstawiasz namiot) nie wzywają policji – bo po co skoro „nic się złego nie dzieje”.

Albo przeciwnie – od razu, kiedy widzą Twoją motywację do naruszenia ich miru albo sami albo ręką straży publicznej wyganiają Cię ze swojego terytorium.

W tej grze ważne jest czasem, żeby się nie złamać, nie okazać zbytniej słabości. Koczując w przestrzeni publicznej, raczej nie warto pytać o pozwolenia. Kończy się to zazwyczaj odmową (jakiś nadzorca terenu publicznego nie pozwala bo taki ma prikaz i nie chce się narażać) albo spuszczeniem odpowiedzialności na kogoś innego (miła starsza pani z domu naprzeciwko kieruje do nadzorcy terenu – sama nie ma prawa decydować). W przestrzeni prywatnej pytać  zawsze warto i nawet trzeba. Chyba, że chce się zostać zasztyletowanym widłami w nocy.

Ja popełniłem błąd i w przestrzeni publicznej (Karkonoski Park Narodowy, brzeg zalewu) pomyślałem, że lepiej będzie spytać o zgodę kogoś. Stan poszedł pytać. I wrócił z informacją odmowną. Musieliśmy pakować nasze manatki i znikać.

Przy zaporze wjechaliśmy na  szlak nad brzegiem  rzeki  i po kilkuset metrach trafiliśmy na ładny stary domek i mila panią, która pozwoliła nam rozbić namiot na trawce kolo jej chałupy. Jedynym mankamentem był martwy lisek pływający w zbiorniku na wodę kilka metrów od naszego namiotu. W każdym razie cieszyliśmy się, że mamy ładne miejsce na nocleg i nie musimy obawiać się w nocy wizyty czeskiej policji.

drugi nocleg

 "cieszyliśmy się, że mamy ładne miejsce na nocleg i nie musimy obawiać się w nocy wizyty czeskiej policji"

 

A teraz mamy burzę i Stan poszedł spiąć rowery, mamrocząc coś pod nosem o mojej bezużyteczności...

 w namiocie

 tak się pisze tego bloga

 

czytaj też:

Karkonosze na rowerze cz.1

Dookoła Karkonoszy na rowerze cz. 3

Karkonosze na rowerze cz. 4 - ostatnia. Szklarska Poręba, powrót.





wtorek, 10 lipca 2012, stanwewnetrzny

Polecane wpisy

Komentarze
2012/07/12 01:07:15
Chciałam zauważyć, że w temacie biwakowania na dziko - kolor namiotu ma znaczenie ;P
-
2012/07/12 01:07:31
Chciałam zauważyć, że w temacie biwakowania na dziko - kolor namiotu ma znaczenie ;P
-
2012/07/12 16:29:34
Też zwróciłam uwagę na kolor namiotu :)
-
2012/07/13 22:26:17
Podobno mężczyźni nie "zwracają uwagi" na kolory ;) :P
-
2012/07/16 10:08:28
Jak kupowałem swój namiot, to miałem okację żeby kupić taki sam namiot sporo taniej... ale żółty ;-) Mimo wszystko kupiłem za pełną cenę, zielony. Doskonale się maskuje, do nocowania na dziko idealny.

Co do przyczepek, to widziałem takie we Włoszech i Austrii - np. Dolomitibus Bike'n'Bus, chyba nawet gdzieś mam ich ulotkę kiedy i dgdzie jeździ autobus z przyczepką na rowery.